Kilka miesięcy temu oszuści wyczyścili ci konto, a dziś dzwoni ktoś z „kancelarii”. Szajkę złapano, jesteś na liście poszkodowanych, pieniądze wrócą, ale najpierw trzeba wpłacić coś „na zabezpieczenie”. To nie jest szansa na odzyskanie oszczędności. To kolejne oszustwo, a dzwonią ci sami ludzie albo ich wspólnicy.
Jak brzmi telefon od fałszywej kancelarii
Rozmówca mówi o toczącej się sprawie sądowej, o złapanej szajce i o tym, że twoje nazwisko figuruje na liście ofiar. Czasem pierwszy kontakt nie jest telefonem, tylko reklamą, która obiecuje pomoc poszkodowanym.
Do odzyskania pieniędzy brakuje jednak jednego: wpłaty „na zabezpieczenie”. Gdy obietnica zwrotu pieniędzy idzie w parze z prośbą o przelew, rozmowę trzeba zakończyć.
Skąd oszuści wiedzą, że straciłeś pieniądze?
Mateusz Chrobok, który zajmuje się cyberbezpieczeństwem i systemami antyfraudowymi, mówił w programie „Biznes Klasa” serwisu money.pl, że przestępcy wyjątkowo chętnie wracają do osób, które raz już dały się oszukać. Wiedzą, na co ofiara zareagowała, więc znają sposób, żeby podejść ją drugi raz.
Kontakty do ofiar są towarem. Po kilku miesiącach numer trafia do innego call center albo dzwoni ta sama grupa, tylko przez inną osobę. Dlatego nowy głos w słuchawce i inna nazwa firmy niczego nie dowodzą.
Te rozmowy prowadzi się według gotowych scenariuszy, jak na infolinii. Ekspert opisuje, że oszuści mają rozpisane reakcje: gdy ofiara odmawia przelewu, mają zacząć krzyczeć, a w innej sytuacji przestać się odzywać. Jeśli rozmówca podnosi głos albo nagle milknie, to nie emocje, tylko kolejny krok skryptu.
Pierwsza fala, czyli fałszywe CBA i „konto techniczne”
Według Chroboka polskie banki i systemy płatnicze są nowoczesne, więc oszuści nie włamują się do systemu. Łamią człowieka. Nazywa się to inżynierią społeczną.
Typowy scenariusz wygląda tak: dzwoni ktoś, kto podaje się za pracownika CBA albo mówi o akcji policji. Każe przelać oszczędności na „konto techniczne”, trzymać telefon przy uchu i nie słuchać pracowników oddziału, bo rzekomo działa tam szajka.
Ostatni element jest najważniejszy. Odcina cię od jedynych ludzi, którzy mogliby zauważyć, że coś jest nie tak. Jeśli ktoś każe ci nie ufać własnemu bankowi, problemem jest ten, kto to mówi.
Bank nie może odmówić twojego przelewu
Wiele osób zakłada, że bank w ostatniej chwili wszystko zatrzyma. Chrobok opowiada historię klientki, której bank zablokował przelew, bo odbiorca był znanym przestępcą. Kobieta przyszła do oddziału i domagała się realizacji. Gdy pracownicy tłumaczyli, kim jest odbiorca, odpowiedziała, że go kocha.
Jak podkreśla ekspert, bank nie może odmówić wykonania takiego przelewu. Przy fałszywej kancelarii działa to tak samo: jeśli uprzesz się i zlecisz wpłatę, pieniądze wyjdą z konta. Ostatnim hamulcem jesteś ty.
Co powiedzieć i komu zgłosić taki telefon
Ja przy każdym takim telefonie trzymam się jednej zasady: niczego nie ustalam z kimś, kto zadzwonił do mnie sam. Zawsze sam oddzwaniam do instytucji na numer, który znam.
- Nie potwierdzaj danych. Powiedz: „Nie załatwiam takich spraw przez telefon, sam skontaktuję się z bankiem”, i rozłącz się.
- Nie oddzwaniaj na numer od rozmówcy. Numer banku weź z karty płatniczej albo z oficjalnej strony, możesz też pójść do oddziału.
- Zgłoś telefon w banku. Opowiedz o próbie wyłudzenia, zwłaszcza jeśli już raz straciłeś pieniądze.
- Zgłoś sprawę na policji. Jeśli wcześniej składałeś zawiadomienie o oszustwie, wspomnij, że to kolejna próba.
- Uprzedź bliskich. Oszuści grają na samotności i strachu, więc najłatwiej trafiają do osób, które nie mają z kim porozmawiać o dziwnym telefonie.