Zamawiasz przed świętami słuchawki w sklepie spoza Unii i czekasz na kuriera. Od 1 listopada 2026 r. zgłoszenie celne takiej paczki musi zawierać trzy numery: numer oferty ze sklepu, numer modelu od producenta i kod kreskowy EAN, UPC lub ISBN. Celnik widzi wtedy konkretny produkt, a nie tylko ogólny opis.
Do tej pory odprawa opierała się głównie na opisie towaru, kodzie taryfowym i dokumentach handlowych. Teraz to za mało. Zmiany wchodziły etapami. Od 1 lipca 2026 r. identyfikatory można było podawać dobrowolnie i nikt nie karał za ich brak. Od 1 listopada 2026 r. to obowiązek, a organy celne go egzekwują. Kolejny etap zaplanowano na lipiec 2028 r.
Trzy numery na przykładzie jednej paczki
W przepisach nowe dane noszą skróty M-PID, NS-PID i S-PID. Brzmi to urzędowo, ale za każdym skrótem stoi coś, co widziałeś setki razy. Gdy wyciągnąłem z szafki pudełko po własnych słuchawkach, znalazłem na nim i model, i cyfry pod kreskami.
- Numer z karty produktu (M-PID). Nadaje go sklep internetowy, platforma handlowa albo marketplace. To numer, pod którym oferta figuruje na stronie. Dzięki niemu paczkę da się powiązać z konkretnym ogłoszeniem sprzedaży.
- Model z pudełka (NS-PID). Numer modelu, części albo wzoru nadany przez producenta. Nie trzyma się żadnego międzynarodowego standardu, ale pozwala rozpoznać produkt niezależnie od tego, w którym sklepie go kupiono.
- Kod kreskowy (S-PID). Standaryzowany numer według międzynarodowych reguł: EAN, UPC albo ISBN, gdy chodzi o książkę. Zwykle widnieje pod kreskami na opakowaniu.
Nikt nie musi wymyślać nowych oznaczeń. W większości przypadków te numery już istnieją: w ofercie, w dokumentach sprzedaży, w katalogu producenta albo na pudełku. Cała trudność polega na tym, żeby dotarły do osoby, która wypełnia zgłoszenie celne.
A jeśli produkt nie ma kodu EAN?
Bywa, że producent w ogóle nie stosuje międzynarodowych oznaczeń. Wtedy pole na standaryzowany identyfikator nie zostaje puste. W zgłoszeniu wpisuje się odpowiedni kod zwolnienia z obowiązku podania tego numeru. Numer oferty i numer modelu nadal trzeba wskazać.
Po co celnikowi numer oferty i model?
Administracje celne wszystkich 27 państw członkowskich prowadziły wspólne kontrole razem z organami nadzoru rynku. Wyszło z nich, że sporo tanich produktów kupowanych w sieci spoza Unii nie spełnia unijnych wymagań dotyczących bezpieczeństwa, jakości i ochrony środowiska. Przy ogromnej liczbie małych przesyłek sprawdzanie każdej od zera nie ma sensu.
Identyfikatory to zmieniają. Jeśli przy jednej kontroli okaże się, że dany wyrób jest niebezpieczny, celnicy łatwiej wyłapią kolejne paczki z tym samym produktem albo z podobnymi towarami o zbliżonym ryzyku. Działa to także wtedy, gdy produkt sprzedaje inny sklep na innej platformie. Wynik jednej kontroli obejmuje więc wiele przesyłek, a nadzór przesuwa się z pojedynczych paczek na konkretne produkty.
Co to zmienia dla kupującego, a co dla małego sprzedawcy
Jako kupujący niczego nie wpisujesz. Za dane w zgłoszeniu odpowiada zgłaszający, a zebranie numerów często wymaga współpracy sklepu, platformy i firmy logistycznej. Gdy czegoś zabraknie, zgłoszenie trzeba uzupełnić, a odprawa może się przeciągnąć. Prezent zamówiony spoza Unii lepiej więc kupić z zapasem czasu.
Sprzedawca, który wysyła towar spoza UE do klientów w Unii, korzysta z IOSS albo oddaje paczki operatorowi logistycznemu, powinien sprawdzić jedno: czy jego system sprzedaży zbiera wszystkie trzy numery i przekazuje je temu, kto robi odprawę. Najwięcej kłopotu będzie tam, gdzie ten sam produkt ma różne numery ofert na kilku platformach albo producent nie używa kodów EAN, UPC czy ISBN.
Nowy obowiązek niczego nie znosi. Klasyfikacja taryfowa, wartość celna, pochodzenie towaru i zgodność z przepisami UE obowiązują tak samo jak wcześniej. Trzy identyfikatory dochodzą do zgłoszenia jako dodatkowa warstwa kontroli.