Masz w koszyku buty za ułamek ceny, a licznik obok odlicza ostatnie minuty promocji przed Black Friday. Zanim wpiszesz jakiekolwiek dane, zjedź do metod płatności. Jeśli sklep chce tylko przelewu na konto, BLIK-a na numer telefonu albo kryptowalut, a nie pozwala zapłacić kartą ani za pobraniem, ja taką kartę przeglądarki zamykam bez żalu.
Kasa zdradza fałszywy sklep szybciej niż zdjęcia
Fałszywe sklepy potrafią wyglądać bardzo porządnie. Czasem to wierna kopia strony znanej marki. Czasem cała historia jest wymyślona od zera: likwidowany sklep specjalistyczny „z tradycjami” i zdjęcia lokalu wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Koszyk działa, potwierdzenie zamówienia przychodzi. Nie przychodzi tylko paczka.
Dlatego nie oceniam sklepu po grafice ani po opisie. Patrzę na ostatni krok zakupów, bo tam oszust musi odsłonić karty. Lista płatności okrojona do przedpłaty na podany numer konta, BLIK-a na telefon czy kryptowalut to sygnał, którego nie lekceważę.
Najbardziej uważam przy elektronice, markowej odzieży i butach, bo właśnie nimi fałszywe sklepy kuszą najczęściej, oferując je dużo taniej niż gdziekolwiek indziej w sieci. Licznik do końca promocji czy komunikat o ostatnich sztukach traktuję jako znak, żeby zwolnić, a nie klikać szybciej. Według badania Opinium dla Visa średnia strata polskiej ofiary oszustwa internetowego przekracza 615 zł, a w skali kraju to blisko 1,6 mld zł rocznie.
Karta albo pobranie. Co, jeśli sklep je ma?
Za pobraniem płacisz dopiero wtedy, gdy kurier stoi w drzwiach z paczką. Płatność kartą to druga bezpieczna opcja, której w fałszywych sklepach zwykle brakuje. Jeśli w kasie widzę jedną z nich, idę dalej, ale czujności nie wyłączam.
Część oszustów nie poluje na sam przelew, tylko na dane karty i dostęp do bankowości. Ofiara wpisuje dane, a potem w aplikacji banku rzekomo potwierdza płatność. W rzeczywistości autoryzuje coś innego, na przykład dodanie zaufanego odbiorcy do listy przelewów, a oszuści mogą potem wyprowadzić pieniądze z konta. Zanim kliknę „zatwierdź”, czytam w aplikacji, co dokładnie zatwierdzam. Jeśli to nie jest płatność na kwotę z koszyka, przerywam.
Ile dni ma ten sklep? Sprawdzam WHOIS
Druga kontrola zajmuje minutę. Wpisuję adres strony w darmową wyszukiwarkę WHOIS i patrzę na datę rejestracji domeny. Fałszywe sklepy często działają pod adresem założonym zaledwie kilka dni albo tygodni wcześniej.
Sklep, który rzekomo ma wieloletnią tradycję i właśnie się likwiduje, a domenę zarejestrował w zeszłym tygodniu, sam sobie przeczy. Wtedy nawet najładniejsza strona i największa przecena przestają mnie przekonywać.
NIP i adres w zakładce kontakt
Trzecia rzecz to zakładka kontakt. Prawdziwa firma podaje pełny adres, NIP, a często też REGON czy numer KRS. Fałszywy sklep zwykle tego nie ma. Zostawia anonimowy formularz albo darmowy adres e-mail i nie mówi nic o swojej historii.
Przy tej okazji zaglądam też do opinii, ale nie tych na stronie sklepu. Tam recenzje bywają wyłącznie pozytywne i dodane w krótkim czasie. Liczy się to, co widać w niezależnych portalach z opiniami. Jeśli sklepu w ogóle tam nie ma albo zbiera same negatywne oceny, a do tego w kasie brakuje karty i pobrania, nie mam już czego sprawdzać.